Niestety podczas rejsu netu brak. Po 4 dniach żeglowania podczas niewielkiego sztormu pojawił się problem. Szybka rozkminka i decyzja, że zawracamy na Karaiby, bo wbijanie się dalej w ocean zbyt ryzykowne. No i po 3 kolejnych dniach wbijamy właśnie do Sint Marten. Wiedziałem, że ja tu wrócę, ale nie sądziłem, że tak szybko. No i teraz zagwozdka co robić dalej... Z Azorów mam bilet już kupiony na 27 kwietnia, ale bardzo małe szanse abyśmy zdążyli. Jakoś to będzie.... Ale co do rejsu, to napiszę, że jeszcze w życiu nie byłem tak zabujany. Jednak kilku/kilkunasto metrowe fale i taka mała łupinka, to jest siok co ocean z nią wyprawia. Wszystkie czynności z przemieszczaniem sie na czele, to wyzwanie nie lada, ale te kolory, bezmiar do okoła - bezcenne. Załoga odpukać bardzo w prządku, ale niestety nam się wykruszy, bo przez opóźnienie część wraca samolotem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz